162. „Ostatnia godzina” Michaela H. Browna


Tytuł: „Ostatnia godzina
Tytuł oryginalny: „The final hour
Autor: Michael H. Brown
Tłumaczenie: Mariusz Szerocki
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Liczba stron: 534
Moja ocena: 8/10

Któż z nas nie boi się końca świata? Dat było kilka, jednak żadna z nich się nie sprawdziła, na nasze szczęście. Co ciekawe, od dwóch wieków Bóg daje nam sygnały, że ta chwila jest coraz bliżej. Ma bowiem swoją cichą wysłanniczkę, która przekazuje wybranym obrazy związane z klęskami, jakie czekają naszą planetę, jeżeli ludzie nie zmienią się na lepszych. Nie trudno jest się domyślić, że tą wysłanniczką jest sama Matka Boża, Maryja, ta, która oręduje za nami u swojego syna. Wizje, zarówno te dotyczące nadchodzących wojen, rządów najbardziej rozpoznawalnych dyktatorów na świecie, katastrofy, jakie się wydarzyły i mają wydarzyć, a także samego końca świata są przerażające i budzą w czytelniku grozę. Co ciekawsze, Bóg nie przemawia do wykształconych ludzi, czy też tych, którzy czynią źle. On posługuje się prostym, najczęściej niepiśmiennym ludem. O większości z przedstawionych w książce objawień słyszałam, pojawiły się jednak wśród nich takie, których nie znałam. I to one najbardziej mnie zaintrygowały. Z każdą kartką zastanawiałam się, czy to możliwe, aby Bóg dopuszczał do tego typu rzeczy. Zresztą tą książkę trzeba przeczytać i zrozumieć. Do polecenia zarówno wierzącym, jak i wątpiącym.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

158. „Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem” Kena Abrahama


Tytuł: „Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem
Tytuł oryginalny: „When your parent becomes your child. A journey of faith through my mother’s dementia
Autor: Ken Abraham
Tłumaczenie: Iwona Janiak
Miejsce i rok wydania: Poznań, 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo Święty Wojciech
Liczba stron: 304
Moja ocena: 8/10

Mało znam osób, w których rodzinie bądź wśród znajomych nie pojawiły się osoby cierpiące na demencję starczą, bądź chorobę Alzheimera. A nawet jeżeli tak nie jest, to z całą pewnością słyszały o nich, chociażby poprzez oglądanie serialu „Klan”, w której nestor rodu, Władysław Lubicz, zmagał się z Alzheimerem. Obydwie jednostki chorobowe charakteryzują się znacznymi zmianami osobliwości osób nich dotkniętych, a także stopniowo prowadzą do zanikania pamięci najpierw krótkotrwałej, a następnie długotrwałej. Chociaż z tym zanikiem pamięci długotrwałej różnie bywa, bowiem słyszy się o przypadkach, w których chorzy dotknięci potocznie zwaną sklerozą do ostatnich chwil świadomości wspominali wczesne dzieciństwo. Niemniej jednak każdy chory niedołężnieje, stając się tym samym nieporadnym jak dziecko. Tym samym na rodzinę spada obowiązek zapewnienia jej należytą opiekę, która z czasem przybiera postać opieki nad niemowlakiem.

Ken Abraham jest jednym z pisarzy amerykańskich, a jego trzynaście książek znalazło się na liście bestsellerów „New York Timesa”. Kiedy jego mama zaczęła się dziwnie zachowywać, np. widzieć ludzi, których tak naprawdę nie było, uznał to jedynie za atrybut jej podeszłego wieku. Z czasem jednak problem zaczął narastać na sile. W końcu u kobiety stwierdzono demencję, czyli spowolnione uszkodzenie mózgu obniżające sprawność umysłową osoby jej dotkniętej. Dla Kena powoli zaczyna docierać, że role społeczne w jego rodzinie powoli będą się odwracać i to on mimowolnie będzie stawał się rodzicem, czy też bardziej opiekunem, dla swojej matki. Co zresztą jest typowe dla rodzin ludzi dotkniętych demencją, czy też chorobą Alzheimera.

Książka „Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem” przedstawia stopniowy, chronologiczny etap przemiany matki w dziecko. Po początkowych dziwnych objawach rodzina zabiera kobietę do lekarza, który stawia diagnozę – demencja. Na początku nie jest źle. Minnie, bo tak miała na imię, mieszka samodzielnie w domu, który dzieliła z wiele lat ze swoim nieżyjącym też mężem, robi zakupy i gdyby nie ciągłe telefony do swoich synów (z powodu uszkodzenia pamięci krótkotrwałej kobieta nie pamiętała, że przed chwilą wykonywała tą samą czynność), wszystko byłoby w jak największym porządku. Jednak z czasem choroba coraz bardziej daje o sobie znać – Minnie coraz częściej zapomina co przed chwilą robiła, staje się agresywna, przestaje kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne i łaknienie oraz znacznie pogarsza się jej sprawność fizyczna. W końcu, dla jej własnego bezpieczeństwa, rodzina umieszcza ją w domu opieki starców. I chociaż i tam zdarzają się jej wypadki, to jednak jest to dużo bezpieczniejsze miejsce, niż jej własny dom. Co więcej, w ostatnich tygodniach swojego życia została otoczona opieką, jakiej raczej nie zapewniłaby jej rodzina.

W pozycji widzimy kolejne stopnie przemiany Minnie, ale jest jedna rzecz, która oparła się działaniu czasu – to miłość kobiety do muzyki oraz pełne oddanie Bogu. Nie wiedzieć dlaczego, nawet kiedy nie rozpoznawała już swoich bliskich, potrafiła bezbłędnie zagrać wybrany utwór muzyczny, najczęściej ze słuchu. Jak wiemy z biografii Minnie, w przeszłości była bardzo zaangażowana w sprawy grupy religijnej, do której należała, niejednokrotnie grywała na organach podczas nabożeństw kościelnych. Być może Bóg sprawił, że w tej kwestii jej umysł został jak najdłużej sprawny.

Ken w swojej książce pokazał codzienne życie osoby dotkniętej demencją. Starał się je jednak przedstawić tak, aby nie przerazić czytelnika. Sytuacje napisane są z humorem, aczkolwiek nie wyśmiewają niedomagań staruszki. Przedstawione jest też życie w Domu Spokojnej Starości, nie jako typową umieralnię, ale miejsce, w którym też jest życie.

Książka może być doskonałym poradnikiem dla bliskich i znajomych osób dotkniętych demencją czy też chorobą Alzheimera. Zawiera szereg porad i wskazówek jak z nimi postępować w danej sytuacji. Co więcej, zawiera informacje na co zwrócić uwagę podczas obserwowania seniorów, bo najczęściej sami możemy z ich zachowania wyłapać, że coś jest nie tak. Nie oznacza to jednak, że unikniemy wizyty u lekarza, bo żaden poradnik nim przecież nie jest.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

157. „Chabrowe pola” Jacka Cabana


Tytuł: „Chabrowe pola
Autor: Jacek Caban
Miejsce i rok wydania: Gdańsk, 2014
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 292
Moja ocena: 6/10

                Lubię od czasu do czasu sięgnąć po taką pozycję w literaturze, z jaką dotąd nie miałam styczności. Dzięki temu poznaję nie tylko nowe style, ale i perspektywy patrzenia na otaczający nas świat. Książka „Chabrowe pola” otwarła przede mną drzwi do nieznanego mi wcześniej gatunku literackiego – pisania o otaczającej nas rzeczywistości, w taki sposób, w jaki faktycznie się znajduje.

                Marcel Zatorski jest pracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych. Pewnego razu wpada na trop międzynarodowej afery przemytowej. Zamieszany jest w nią obcy wywiad. Marcel śledząc przemytników trafia do swojego rodzinnego Włocławka, z jednej strony miasta biedy i lewych interesów, a z drugiej nierozerwanie złączonego z kulturą romską, jej muzyką oraz obyczajami. Mimochodem wracają do niego wspomnienia z lat dziecinnych, kiedy wszystko było dużo prostsze i beztroskie, a podwórkowi koledzy byli całym światem dla zbuntowanego chłopaka.

                Poznajemy m.in. bratanka Marcela, Piotra, którego znajomi przezywają żartobliwie Pewexem bądź chudym. Piotr jest ciężko chory na białaczkę szpikową, a jedyną szansą na wyjście z niej jest kosztowny i niebezpieczny przeszczep szpiku kostnego. Niestety, poszukiwania dawcy trwają, a młody chłopak nie ma zbyt dużo czasu. Co więcej, dziewczyna Pewexa, Agata, spodziewa się ich wspólnego dziecka, o czym on sam jednak nie wie. Czy Marcel pomoże bratankowi w znalezieniu dawcy szpiku kostnego, a tym samym przyczyni się do zobaczenia przez chłopca swojego synka?

                Na drodze Marcela stoją też koledzy Piotra, kryjący się pod pseudonimami Bulion oraz Chechłacz. Są to typowi przedstawiciele grupy chuliganów, zarazem osób wywodzących się z dzielnicy biedy, gdzie patologia i przemoc rodzinna jest na porządku dziennych, a gwara podwórkowa zastępuje codzienny język. Chłopcy, mając niewłaściwy przykład w dzieciństwie, wpadają w różne uwikłania grup przestępczych działających w mieście. To nie są jednak źli ludzie. Kiedy trzeba umieją stanąć za sobą murem, martwią się też o stan zdrowia swojego kolegi z dzieciństwa. Mimo wszystko Marcel musi być ostrożny, kiedy będzie się z nimi kontaktował – nigdy nie wie, czy akurat zachowują się naturalnie, czy też blefują. W dodatku czają się na niego w każdym niemal zakamarku, tak jakby czyhali na jego życie.

                W książce znajdziemy też motyw kultury cygańskiej, która od lat zamieszkuje prowincjonalny Włocławek. Poznajemy ich życie, przyzwyczajenia, naturę. A jednocześnie autor obala jeden ze stereotypów. Niektórym z nas przecież trudno uwierzyć, że Romowie przyjmują narodowość oraz kulturę kraju, w którym zamieszkuje. Przecież krąży opinia, że każdy Cygan to złodziej, a przecież kradzież jest jednym z punktów Dziesięciu Przykazań Bożych. Tymczasem na kartach książki jesteśmy świadkami przygotowań do kościelnego ślubu Roma z katoliczką.

                Wspomnienia Marcela przeplatają się z rzeczywistością, czasami sam bohater gubi się w tym, co obecnie sądzi i myśli. Jednak ten powrót do przeszłości pozwala czytelnikowi zrozumieć perspektywy życia w tak prowincjonalnym mieście, jakim jest Włocławek. Biedota wdziera się wszędzie, panuje patologia, mordy, a pracujący w Służbach Bezpieczeństwa agent Konecki wplątuje miasteczko w szereg niebezpiecznych intryg. Jednocześnie dowiadujemy się, że Zatorski pomagał na przykład zapobiec zamachowi na papieża Jana Pawła II.

                Nie powiem, żeby książkę czytało mi się łatwo i przyjemnie, bo przeplatanie przeszłości z teraźniejszością wymagało ode mnie zastanowienia się, o czym mówi aktualny, czytany przeze mnie fragment tekstu. Uważam jednak, że autor powieści, Jacek Caban, bardzo ciekawie opisał życie w biednych miastach, które tak bardzo odstaje od tego, które zna większość z nas.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

147. „Wakacje na medal” Agnieszki Byrskiej


Tytuł: „Wakacje na medal
Autor: Agnieszka Byrska
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2014
Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 304
Moja ocena: 8/10

Już dawno chciałam przeczytać jakąś współczesną powieść napisaną z myślach o dzieciach. Chciałam zobaczyć, czy współcześni pisarze idą z duchem czasu, czy wprowadzają w swój świat nowinki technologiczne, takie jak komputery, smartfony, czy też słynne ostatnio konsole PSP. Nie chciałam jednak, aby była to fantastyczna baśń, ale aby jej fabuła osadzona była w jak najbardziej realistycznym świecie. Głównie z tych posłanek zdecydowałam się na przeczytanie książki autorstwa Agnieszki Byrskiej „Wakacje na medal” wydanej nakładem wydawnictwa Skrzat.

Wakacje kojarzą się nam wszystkim z przyjemnym czasem beztroski, spędzonej najczęściej z rodzicami na wyjeździe. Jednak los spłatał Mateuszowi i Tosi, głównym bohaterom opowieści, figla – okazało się, że ich mama w tym czasie urodzi im rodzeństwo, przez co niemożliwe jest, aby spędzili tegoroczne lato na wspólnym wyjeździe. W zamian pada propozycja spędzenia dwóch miesięcy u rodziny siostry mamy, która mieszka w odległych Borach Tucholskich. Początkowo sceptycznie nastawione na ten pomysł rodzeństwo w końcu zgadza się na takie rozwiązanie. Jadąc samochodem nie spodziewają się bowiem, że spędzą niezapomniany czas wraz z poznanymi przyjaciółmi. Przez dwa miesiące uczestniczą w organizowanych wyprawach do pobliskiego lasu, ogniskach, podchodach, kąpielach w jeziorze, a nawet jadą na jeden dzień nad morze.

Książka pokazuje zderzenie dzieci mieszkających w mieście z codziennością  ich rówieśników, którzy wychowują się na wsi. Wbrew pozorom, we współczesnych czasach, więcej ich łączy niż dzieli. Dzieci wujostwa, Sabina, Konrad i Zygmunt, mają styczność z telewizorami, komputerami, laptopami, siecią internetową, aparatami cyfrowymi, a ich rodzice jeżdżą samochodami. Pomimo styczności z techniką wujek pokazuje dzieciom jak świetnie można się bawić bez ich używania. Dzięki jednej z sąsiadek Tosia ma nawet okazję rozwozić mleko z mleczarzem po okolicy. Kontrastem dla rodziny Mateusza i Tosi, której w sumie dobrze się powodzi, jest rodzina Kołodziejów, w którym jedynym źródłem zarabiania jest sprzedawanie tego, co uda się zebrać ojcu rodziny w lesie. Mimo różnic w majętności swoich rodzin, Tosia zaprzyjaźnia się z jedną z córek Kołodzieja, swoją rówieśniczką, Rozalką. Ponadto wujek pomaga znaleźć ojcu dziewczynki pracę, jako stróż nocny. Oprócz tego Tosia zaprzyjaźnia się też z dziewczynkami z sąsiedztwa: nieco zarozumiałą Kaliną oraz skromną i cichą Janką.

Szczęśliwe zabawy burzy kolega z klasy Konrada, Olivier, który wraz z kolegami ze swojej bandy nieustannie nachodzi grupę przyjaciół. Jednak przygoda z dzikiem, jaka spotyka dzieci, weryfikuje kto jest naprawdę godny tytułu przyjaciela, a kto jest tylko tchórzem. Olivier, który przez kilka dni musi przebywać w szpitalnym łóżku, w końcu zaczyna rozumieć, że powinien zmienić towarzystwo, ponieważ nikt z jego dawnych przyjaciół go nie odwiedził, za to pojawili się ci, którym dokuczał.

Bardzo uśmiałam się czytając o relacjach rodzinnych wujostwa dzieci. Wujek Krzesimir to typowa oaza spokoju, Ciocia Lena – zupełne jego przeciwieństwo. Sabina to wiecznie zakochana piętnastolatka, Konrad prezentuje prawdziwą skarbnicę wiedzy, natomiast najmłodszy Zygmunt to nieświadomy tego rodzinny kabareciarz. Razem stwarzają wyjątkową i niepowtarzalną mieszankę.

Na okładce napisano, że powieść przeznaczona jest dla dzieci od 8 lat. Ja jednak śmiało poleciłabym ją już 6-latkom. Tekst jest przyjemny w odbiorze, a duża czcionka pozwala na samodzielne czytanie. Jedyne czego mi brakowało, to ilustracji. Patrząc na okładkę, która wyjątkowo przypadła mi do gustu, spodziewałam się, że książka też będzie zawierała liczne grafiki. Niestety, w środku jest sam tekst. Szkoda, bo jednak jest to pozycja dla dzieci, którym na pewno w odbiorze treści pomogłyby obrazki.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater