164. „Człowiek w masce” Fernanda Namory

11427-namorafernandoczowie
Tytuł: „Człowiek w masce
Tytuł oryginalny: „O homen disfarcado
Autor: Fernando Namara
Tłumaczenie: Janina Z. Klave
Miejsce i rok wydania: Kraków – Wrocław, 1986
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 280
Moja ocena: 4/10

Co zrobilibyście, gdybyście byli w klinice szpitalnej, w której operuje typowy „Doktor śmierć”? Czy poddalibyście się czekającej Was operacji, czy może zwialibyście ze stołu podpięci do werfronu i kroplówki?

Doktor H.(nie znamy ani jego imienia, ani nazwiska) nie jest zwyczajnym lekarzem. To typowy psychopata, który uciekł z oddziału zamkniętego jednego ze szpitali psychiatrycznych. Sprawując wrażenie miłego doktorka podejmuje się operacji coraz to bardziej skomplikowanych przypadków. Co dziwniejsze, większość jego pacjentów umiera na stole operacyjnym. Kiedy nikogo nie ma w szpitalu, doktor H. idzie do prosektorium. Ukradkiem wycina zmarłym narządy wewnętrzne, z których przygotowuje dla siebie jedzenie. Pracownik prosektorium zaczyna coś podejrzewać, niestety, nigdy nie może zidentyfikować osoby poruszającej się po pomieszczeniu z powodu maski, jaką nosi na twarzy…

162. „Ostatnia godzina” Michaela H. Browna


Tytuł: „Ostatnia godzina
Tytuł oryginalny: „The final hour
Autor: Michael H. Brown
Tłumaczenie: Mariusz Szerocki
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Liczba stron: 534
Moja ocena: 8/10

Któż z nas nie boi się końca świata? Dat było kilka, jednak żadna z nich się nie sprawdziła, na nasze szczęście. Co ciekawe, od dwóch wieków Bóg daje nam sygnały, że ta chwila jest coraz bliżej. Ma bowiem swoją cichą wysłanniczkę, która przekazuje wybranym obrazy związane z klęskami, jakie czekają naszą planetę, jeżeli ludzie nie zmienią się na lepszych. Nie trudno jest się domyślić, że tą wysłanniczką jest sama Matka Boża, Maryja, ta, która oręduje za nami u swojego syna. Wizje, zarówno te dotyczące nadchodzących wojen, rządów najbardziej rozpoznawalnych dyktatorów na świecie, katastrofy, jakie się wydarzyły i mają wydarzyć, a także samego końca świata są przerażające i budzą w czytelniku grozę. Co ciekawsze, Bóg nie przemawia do wykształconych ludzi, czy też tych, którzy czynią źle. On posługuje się prostym, najczęściej niepiśmiennym ludem. O większości z przedstawionych w książce objawień słyszałam, pojawiły się jednak wśród nich takie, których nie znałam. I to one najbardziej mnie zaintrygowały. Z każdą kartką zastanawiałam się, czy to możliwe, aby Bóg dopuszczał do tego typu rzeczy. Zresztą tą książkę trzeba przeczytać i zrozumieć. Do polecenia zarówno wierzącym, jak i wątpiącym.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

161. „Dzień Niepodległości” Deana Devlina


Tytuł: „Dzień Niepodległości
Tytuł oryginalny: „Independence Day
Autor: Dean Devlin
Tłumaczenie: Jarosław Kotarski
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1996
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 190
Moja ocena: 5/10

Któż z nas nie widział filmu w reżyserii Ronalda Emmericha „Dzień Niepodległości”, w którym amerykański prezydent Thomas Whitmore próbuje zapobiec Ziemię przed zagładą, jaką grozi kontakt z przybyszami z innych światów? Film otwiera trylogię opowiadającej o zagładzie naszej planety przez kolejne kataklizmy i do ostatnich chwil trzyma w napięciu. Oglądający go po raz pierwszy widz do końca nie wie bowiem, czy dwóch śmiałków, Stev i David zdołają wypełnić swoją misję i wrócić z niej bezpiecznie do domu. I chociaż finał jest dość banalny do przewidzenia, to sama akcja już mniej.
Mało kto z oglądających film wie, że powstał on na podstawie niewielkiej książki autorstwa amerykańskiego pisarza, Deana Devlina pod tym samym tytułem. Przyznam szczerze, że sama trafiłam na tą informację dosyć przypadkowo, szukając informacji o samym filmie. Nie byłabym sobą, gdybym jej nie przeczytała, tym bardziej, że film wyjątkowo mi się podobał. Pojawił się jednak mały problem – w żadnej okolicznej bibliotece nie mieli tej pozycji na stanie. Na szczęście udało mi się ściągnąć całość z Internetu w formacie PDF.
Akcja tej niewielkiej powieści toczy się przez trzy dni we współczesnej Ameryce. Ludziom żyje się dostatnie, a krajem rządzi kolejny prezydent, niejaki Thomas Whitmore. Pewnego dnia na niebie pojawia się tajemniczy obiekt, który zakrywa słoneczny blask. Ludność szybko zdaje sobie sprawę z tego, że została zaatakowana przez obcą cywilizację. Niepewni jutra ludzie podzieliły się na dwie grupy – zwolenników i przeciwników ufoludków. Wkrótce okazuje się, że przybysze z kosmosu nie mają wobec ziemian przyjaznych zamiarów, a skala zniszczeń jaka powstała na skutek wystrzelonych w planetę pocisków nie daje się porównać z niczym innym. Prezydent wraz ze współpracownikami zastanawiają się w jaki sposób zapobiec globalnej katastrofie. Wśród śmiałków znajdują się Stev i David, którzy odnajdują słaby punkt nieprzyjaźnie nastawionych gości.
Niektóre sceny w książce budzą w czytelniku poczucie strachu. Fragment opowiadający o napaści kosmitów na ziemię jest tak realistyczny, że kiedy zaszło słońce za chmurę, pobiegłam do okna zobaczyć, czy czasem na horyzoncie nie pojawia się coś innego. Kiedy czytałam o zniszczeniach spowodowanych przez wycelowanie w ziemię wiązki promieni, w głębi duszy cieszyłam się, że ci ludzie ginęli od razu i nie cierpieli katuszy. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie opis „operacji” przybysza z wszechświata. Gdy sobie pomyślę o galaretowatym ciele, pazernych, pozbawionych powiek oczkach, mackach zamiast kończyn i telepatycznym przekazywaniu wiadomości innym osobom serce zaczyna mi szybciej bić.
Ludzie od zawsze zastanawiali się, czy jesteśmy sami we wszechświecie, czy może jest jeszcze inna cywilizacja, która przewyższa nas intelektualnie i technicznie. Jeżeli nie jesteśmy sami, to jestem pewna, że z pewnością nie chcielibyśmy się z nią spotkać w takich okolicznościach, jakie są pokazane w książce.

160. „Świat popiołów” Jana Dobraczyńskiego


Tytuł: „Świat popiołów
Autor: Jan Dobraczyński
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1986
Wydawnictwo: PAX
Liczba stron: 104
Moja ocena: 7/10

Są tacy autorzy, którzy przypadają nam do gustu od pierwszej książki ich autorstwa, jaką nam było dane przeczytać. W moim przypadku bez wątpienia mogę do nich zaliczyć nieżyjącego już Jana Dobraczyńskiego, pisarza książek przedstawiających historie biblijne, życiorysy świętych oraz ważne fakty z historii naszego kraju. Po raz pierwszy spotkałam się z nim w 2011 roku czytając książkę „Cień ojca” opowiadającą o życiu świętego Józefa. Całość pochłonęłam w trzy dni i już wtedy wiedziałam, że na tej jednej pozycji się nie skończy.

Ostatnio postanowiłam przeczytać niegrubą pozycję jego autorstwa zatytułowaną „Świat popiołów”. Z opisu wiedziałam, że opowiada ona o końcu istnienia cywilizacji europejskiej, którą wykończyła kolejna wojna.

Akcja książki rozgrywa się gdzieś po 2000 roku. Europa nie istnieje, większość jej mieszkańców zginęła, wszystko zostało zrównane z ziemią, a Stolica Kościoła Katolickiego zostaje przeniesiona do Ameryki Południowej. Głową Kościoła jest Jan Paweł V. Kiedy dowiaduje się, że badacze pracujący na terenach ogarniętych zagładą natrafili na grupę ocalałych ludzi, którzy znaleźli schronienie w jakiejś grocie, postanawia do nich dotrzeć. Organizuje wiec ekspedycje, która wyrusza helikopterem na drugą stronę kuli ziemskiej. Na opuszczonej ziemi poznaje grupę badaczy, która mieszka w prymitywnych warunkach. Wkrótce papież wraz z towarzyszami wyrusza na poszukiwanie groty, w której znajdują się ludzie. Świat, bez drzew, budynków, w ogóle bez śladów jakiejkolwiek cywilizacji, przeraża Ojca Świętego. W dodatku po drodze wpadając w dziurę ginie jeden z towarzyszących mu dziennikarzy, a drugi o to wydarzenie obwinia właśnie Głowę Kościoła Katolickiego. Kiedy wszyscy wątpią, że znajda poszukiwane miejsce, towarzyszący wyprawie ojciec Sylwester odłącza się od grupy. Udaje mu się znaleźć tabliczkę, która miała być drogowskazem do ocalałych. Kiedy przynosi ją do obozowiska Jan Paweł V nie kryje wzruszenia – okazuje się, że miejscem które dało schronienie ludziom stała się Częstochowa.

Czytając książkę doskonale widać, jak wpłynęła na Polaków wiadomość o wyborze Karola Wojtyły na papieża. Papież z powieści Jana Dobraczyńskiego też jest Polakiem, nie przez przypadek noszący imiona swojego Karola Wojtyły, w dodatku pamiętającym wizyty swojego poprzednika w Częstochowie. Chociaż mieszkał w Ameryce Południowej nie zapomniał ani o nieistniejącym już kraju, ani o jego mieszkańcach, którzy podzielili jego los. Ale podróż do ojczyzny zamienionej w popiół i zrównanej z ziemią to nie tylko chęć przesiedlenia tych, którzy w cudowny sposób ocaleli z zagłady. To także powrót do przeszłości, do znajomych i rodziny, która wedle słów kapłana obróciła się w proch. To pogodzenie się z przerażającą rzeczywistością, której Jan Paweł V stał się świadkiem.

„Świat popiołów” to przerażająca wizja finału międzykontynentalnej wojny, przy której wykorzystano broń nuklearną oraz atomowa. Autor zdawał sobie sprawę z tego, że kiedy ludzkość użyje kolejny raz bomby atomowej w większej ilości, to prawdopodobnie spora część miast zniknie na zawsze z powierzchni ziemi, a miliony ludzi zostanie pozbawionych życia. Świat natomiast zamieni się w szary zakamarek, pozbawiony nie tylko zieleni drzew, ale nawet błękitu nieba. I przed tym chce ustrzec innych. A jednocześnie daje nadzieję na cud przeżycia garstki osób, którzy zaufają Bogu i będą w nim trwali do końca.