„Żyć nie umierać” Macieja Migasa

Tytuł: „Żyć nie umierać
Reżyser: Maciej Migas
Główne role: Tomasz Kot, Janusz Habior, Ireneusz Czop
Premiera w Polsce: 28 sierpnia 2015
Gatunek: Dramat obyczajowy
Czas trwania: 1 godzina 25 minuty
Moja ocena: 6/10

Czy da się w trzy miesiące przeżyć efektownie swoje życie? Czy da się przez ten niewielki okres czasu naprawić wszystko to, co się zepsuło przez dotychczasowe lata? A przynajmniej próbować tego dokonać? Czy można walczyć ze śmiertelną chorobą, a zarazem ukrywać to przez cały czas przed społeczeństwem? Przed tak ważnymi pytaniami stanął reżyser filmu, który kilka dni temu wszedł na polskie ekrany – „Żyć nie umierać”, Maciej Migas.

Bartosz Kolano miał przed sobą wspaniałą przyszłość: świetnie zapowiadającą się karierę aktorską, wspaniałą rodzinę. Wszystko jednak traci, popadając w chorobę alkoholową. Żona wylatuje do Australii, córka wyjeżdża na Węgry, gdzie robi dwa fakultety, natomiast on sam zamienia aktorstwo na zabawianie publiczności w jednym z popularnych telewizyjnych show. Jego jedynym przyjacielem i powiernikiem jest mentor z klubu AA, w którym Bartosz postanowił się leczyć. Pewnego dnia zostaje wysłany przez swoich pracodawców na profilaktyczne badania umożliwiające mu przedłużenie umowy o pracę na ćwierć etapu. Przy odbiorze zdjęcia rentgenowskiego płuc recepcjonistka informuje go, że z wynikami powinien zgłosić się do onkologa. U specjalisty dowiaduje się, że ma nowotwór płuc i prawdopodobnie zostało mu około trzech miesięcy życia. Showman postanawia w pełni wykorzystać pozostały mu czas. W przerwach pomiędzy chemioterapiami w dalszym ciągu zabawia publiczność zgromadzoną na widowni programu tanecznego, zabawia się z prostytutkami, a przede wszystkim postanawia naprawić wszystko to, co w przeszłości zepsuł. Chociaż pogodzenie się z byłą żoną i ukochaną córką okazuje się najtrudniejszą rzeczą w jego życiu, to jednak on nie poddaje się. Dla swojej córki gotowy jest nawet jechać do Węgier, aby błagać ją o wybaczenie. Przez trzy miesiące główny bohater robi wszystko, aby pokrzyżować plan, który ktoś tam dla niego ułożył.

Film, chociaż porusza tak trudny temat, jakim jest walka z chorobą nowotworową, jest raczej lekki i przyjemny w odbiorze. Duża tutaj jest zasługa fabuły, która nie skupia się na szpitalu oraz skupianiu się na tym co nieuniknione, ale pokazuje, że nawet w obliczu ostateczności można żyć pełnią życia i wiele osiągnąć. Niemniej w filmie jest kilka nieścisłości. No bo jak to jest, że w jednej scenie lekarz oznajmia głównemu bohaterowi, że nie ma już raka, a kilka scen później dowiadujemy się, że Bartoszowi wycięli jedno płuco? Czyżby ziółka zalecone przez Wietnamczyka działały tylko tymczasowo? A propos ziółek, film w ciekawy sposób obrazuje jak ludzie ślepo wierzą w moc medycyny alternatywnej, rezygnując z tradycyjnego, najczęściej sprawdzonego leczenia. W ogóle miejscami miałam wrażenie, że reżyser za bardzo skacze po życiu głównego bohatera, a przejście z jednej sceny w drugą jest zbyt gwałtowne.

Na koniec warto wspomnieć o osobie Tadeusza Szymkowa, zmarłego na raka w 2009 roku aktora, któremu dedykowany jest film „Żyć nie umierać”. Scenarzysta filmu, Cezary Harasimowicz, był dobrym przyjacielem zmarłego aktora. Kiedy dowiedział się, że Tadeusz walczy z rakiem, postanowił napisać scenariusz filmu, w którym Szymkow zagrałby rolę samego siebie. Niestety, choroba okazała się silniejsza i bezlitosna. Szymkow odszedł, został jednak scenariusz na film. Zresztą bardzo łatwo dostrzec podobieństwa pomiędzy Tadeuszem Szymkowem, a wcielającym się w jego postać Tomaszem Kotem. Chociaż wiele wątków z biografii Szymkowa zawartych zostało w produkcji, to jednak nie jest ona ścisłym jej obrazem. I o tym trzeba pamiętać wybierając się na „Żyć nie umierać”.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.