165. „Liturgie Kościoła prawosławnego” Henryka Paprockiego


Tytuł: „Liturgie Kościoła prawosławnego
Autor: Henryk Paprocki
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Liczba stron: 320
Moja ocena: 7/10

W szkole podstawowej oraz gimnazjum chodziłam do klasy z niejakim Pawłem, który był wyznania prawosławnego. Jego rodzice, zresztą tak jak on sam, pochodzą ze wschodu naszego kraju, a na Śląsk przyjechali za przysłowiowym chlebem. Przywieźli ze sobą nie tylko przepiękne ikony, ale i zwyczaj uczęszczania co niedzielę i w każde święto do cerkwi prawosławnej. W klasie nikt się temu specjalnie nie dziwił – oprócz katolików chodzili do niej także Świadkowie Jehowy oraz ateiści. W naszej okolicy nie ma wysypu cerkwi, ale Paweł mógł nazywać się szczęściarzem. W jego miejscowości znajduje się jedyna tego typu świątynia w okolicy, która jest zarazem parafią. Może więc bez przeszkód uczestniczyć w nabożeństwach.

Będąc dziećmi często rozmawialiśmy o naszych świątyniach, o różnicach i podobieństwach między nimi. Kiedy Paweł przychodził do mojego domu zachwycał się moją książeczką do nabożeństwa, a raczej modlitwami, jakie zawierała. Ja natomiast nie mogłam napatrzeć się na ikony wiszące w salonie jego mieszkania. Kilka razy Paweł był w katolickim kościele na pogrzebach naszych kolegów. Ja natomiast gościłam w cerkwi na ślubie jego siostry. Magiczny klimat oczarował mnie do tego stopnia, że zaczęłam jeszcze bardziej interesować się tą religią.

W samodzielnych studiach najwięcej kłopotów sprawiały mi kwestie liturgiczne. Jak nam wiadomo z lekcji historii w 1054 roku nastąpił rozłam Kościoła Katolickiego na wschodni i zachodni. I chociaż na pozór obrzędy liturgiczne powinny być zrozumiałe dla obu odłamów, to tak naprawdę nie do końca wiedziałam o co w nich chodzi. Tym bardziej, że liturgia prawosławna wygłaszana jest z reguły w języku starocerkiewnym, czyli rosyjskim. Z pomocą przyszła mi książka autorstwa Henryka Paprockiego, „Liturgie Kościoła prawosławnego”, wydane nakładem „Wydawnictwa M”.

Książkę podzielono na kilka działów. We wprowadzeniu poznajemy rys historyczny greckiej tradycji liturgicznej. Jest on szczególnie przydatny tym, którzy nic nie wiedzą o rozłamie w kościele, bądź też jego wiedza jest bardzo powierzchowna. We wstępie ujęło mnie ukazanie różnic pomiędzy judaizmem, katolicyzmem, a prawosławiem w formie tabelek, dzięki temu wszelkie podobieństwa i różnice między tymi trzema religiami. Dodatkowo autor przedstawił bardzo obszernie samą historię prawosławia, jego istotę oraz najważniejsze cechy. Następnie przechodzimy już do samych tekstów liturgii wykorzystywanych w prawosławiu. Ku mojemu zaskoczeniu jest ich pięć(Jana Chryzostoma, Bazylego Wielkiego, Jakuba Apostoła, Darów uprzednio poświęconych, a także Marka Ewangelisty). Opisy zawierają zarówno teksty wypowiadane przez kapłana sprawującego liturgię, diakona, jak i wiernych. Poprzedza je geneza ich powstania oraz wyjaśnienie, kiedy są sprawowane.

Znamiennym jest fakt, że autorem pozycji jest duchowny kościoła Prawosławnego, ksiądz Henryk Paprocki, który zarazem jest m.in. wykładowcą w Wyższym Prawosławnym Seminarium Duchowym w Białymstoku, a jednocześnie interesuje się pismami Ojców Kościoła. Sprawiło to, że język używany w książce jest łatwy w odbiorze, a zarazem w pełni wyczerpuje każde omawiane zagadnienie.

Do moich rąk trafiło niezwykłe wydanie przenoszące mnie w świat religijny pozornie zarezerwowany dla rodziny Pawła. Patrząc na zamieszczoną postać na okładce zazdroszczę mu ikon, tak charakterystycznych dla jego religii. Również tekst mnie urzekł, bo przeczytałam całość w zaledwie 5 godzin. Co prawda większość kartek zajmuje dialog, ale nie zmienia to faktu, że doskonałe tłumaczenie zwrotów liturgicznych z języka rosyjskiego ułatwia czytanie. A przy okazji wzbogaciłam swoją wiedzę o innej, ale jakże mi bliskiej religii. Teraz mogę bez obaw od czasu do czasu iść do cerkwi na nabożeństwo. Tym bardziej, że w wyjątkowych sytuacjach może ono zastępować naszą katolicką Mszę świętą.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

164. „Człowiek w masce” Fernanda Namory

11427-namorafernandoczowie
Tytuł: „Człowiek w masce
Tytuł oryginalny: „O homen disfarcado
Autor: Fernando Namara
Tłumaczenie: Janina Z. Klave
Miejsce i rok wydania: Kraków – Wrocław, 1986
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 280
Moja ocena: 4/10

Co zrobilibyście, gdybyście byli w klinice szpitalnej, w której operuje typowy „Doktor śmierć”? Czy poddalibyście się czekającej Was operacji, czy może zwialibyście ze stołu podpięci do werfronu i kroplówki?

Doktor H.(nie znamy ani jego imienia, ani nazwiska) nie jest zwyczajnym lekarzem. To typowy psychopata, który uciekł z oddziału zamkniętego jednego ze szpitali psychiatrycznych. Sprawując wrażenie miłego doktorka podejmuje się operacji coraz to bardziej skomplikowanych przypadków. Co dziwniejsze, większość jego pacjentów umiera na stole operacyjnym. Kiedy nikogo nie ma w szpitalu, doktor H. idzie do prosektorium. Ukradkiem wycina zmarłym narządy wewnętrzne, z których przygotowuje dla siebie jedzenie. Pracownik prosektorium zaczyna coś podejrzewać, niestety, nigdy nie może zidentyfikować osoby poruszającej się po pomieszczeniu z powodu maski, jaką nosi na twarzy…

163. „Codzienne inspiracje biblijne” ks. Wojciecha Węgrzyniaka


Tytuł: „Codzienne inspiracje biblijne
Autor: ks. Wojciech Węgrzyniak
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Liczba stron: 384
Moja ocena: 8/10

Hasło „Będziesz czytał Biblię codziennie” było mottem przewodnim nabożeństw roratnich w 2010 roku. Prawda jest bowiem taka, że każdy chrześcijanin powinien poświęcać kilka chwil w ciągu dnia na lekturę Pisma Świętego. Ile procent tak postępuje? Zapewne niewiele. Tym bardziej, że język biblijny, a zwłaszcza pism Starego Testamentu oraz Apokalipsy świętego Jana, nie należy do najłatwiejszych. W pierwszym przypadku w tekstach pojawia się zbyt dużo nieścisłości i archaicznych słów, czy też metafor, w drugim tekście roi się od alegorii. Trudno jest czytać niezrozumiały tekst, toteż wiele ludzi po prostu zniechęca się po pierwszej próbie, a Słowa Bożego słuchają co najwyżej w kościele podczas niedzielnych Mszy świętych.

Jeżeli jednak znajdzie się ktoś, kto zechce każdego dnia poznać chociaż kilka zdań z Pisma Świętego, to z czystym sercem mogę mu polecić książkę „Codzienne inspiracje biblijne”. Pozycja została zredagowana przez panią Annę Dąbrowską, wydana natomiast została nakładem krakowskiego wydawnictwa „M”.

Na pierwszy rzut oka książka nie grzeszy okładką. Właściwie okładka nie wyróżnia się niczym specjalnym. Ot jakiś tam kwiecisty motyw na bliżej nieokreślonym kolorze tła na środku którego umieszczono ramkę z autorem(a raczej autorem komentarzy, ale o nim napiszę w dalszej części recenzji) oraz tytułem. Szczerze powiedziawszy, to gdybym była w zwyczajnej księgarni, to pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi, bo przecież nie chciałoby mi się przeczytać opisu zamieszczonego po drugiej stronie okładki.

Na szczęście opis zamieszczony na stronie, z której zamówiłam książkę skutecznie zachęcił mnie do złożenia zamówienia. Od dawna szukałam pozycji, która pozwoli mi codziennie delektować się Słowem Bożym bez potrzeby sięgania po Pismo Święte. Są co prawda strony internetowe publikujące rozważania biblijne na każdy dzień, ja jednak jestem tradycjonalistką i wolałam mieć coś takiego w wersji papierowej. Powyższa książka wydawała mi się idealna ku temu.

W górze widnieją daty poszczególnych dni w roku. Pomyślano również o roku przestępnym, toteż w lutym mamy 29 czytań, a nie 28. Na każdy dzień przewidziany jest jeden fragment Pisma Świętego, zarówno z Ksiąg Starego, jak i Nowego Testamentu. To tak, jakby mówił do nas sam Pan Bóg i to On jest najważniejszym jej autorem. Każdy fragment Słowa Bożego opatrzony jest komentarzem księdza profesora Wojciecha Węgrzyniaka, na co dzień jednego z wykładowców Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Nie są to jednak nudne kazania, a pełne refleksji wytłumaczenia przeczytanych słów i zjawisk. Język komentarzy jest w miarę prosty i zrozumiały nawet dla przeciętnego człowieka, a zarazem zmusza do przemyśleń i zastanowienia się nad treścią przeczytanych słów. Trzecim, ale niemniej ważnym autorem książki jest sam czytelnik. Zarówno na dole każdej strony, jak i na jej końcu znajdziemy miejsce na zapisanie swoich własnych refleksji i przemyśleń. Bo przecież każdy z nas ma prawo do wyrażenia własnego zdania na dany temat. A książka daje możliwość na sformułowanie własnych notatek pod danym dniem.

Przeczytanie książki, teoretycznie przewidzianej na 366 dni, zajęło mi dwa dni. Po przeczytaniu jednego dnia z niecierpliwością przechodziłam do następnego. Podobało mi się to, że fragmenty ze Starego Testamentu przeplatały się z tymi z Nowego. Dzięki temu nie wydaje się ona nudna. Plusem publikacji jest również odniesienie fragmentów z Biblii do świąt, które przypadają danego dnia. Pozwala to na lepsze zrozumienie ich sensu. Książka z pewnością zostanie przeze mnie przeczytana jeszcze nieraz.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

162. „Ostatnia godzina” Michaela H. Browna


Tytuł: „Ostatnia godzina
Tytuł oryginalny: „The final hour
Autor: Michael H. Brown
Tłumaczenie: Mariusz Szerocki
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2014
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Liczba stron: 534
Moja ocena: 8/10

Któż z nas nie boi się końca świata? Dat było kilka, jednak żadna z nich się nie sprawdziła, na nasze szczęście. Co ciekawe, od dwóch wieków Bóg daje nam sygnały, że ta chwila jest coraz bliżej. Ma bowiem swoją cichą wysłanniczkę, która przekazuje wybranym obrazy związane z klęskami, jakie czekają naszą planetę, jeżeli ludzie nie zmienią się na lepszych. Nie trudno jest się domyślić, że tą wysłanniczką jest sama Matka Boża, Maryja, ta, która oręduje za nami u swojego syna. Wizje, zarówno te dotyczące nadchodzących wojen, rządów najbardziej rozpoznawalnych dyktatorów na świecie, katastrofy, jakie się wydarzyły i mają wydarzyć, a także samego końca świata są przerażające i budzą w czytelniku grozę. Co ciekawsze, Bóg nie przemawia do wykształconych ludzi, czy też tych, którzy czynią źle. On posługuje się prostym, najczęściej niepiśmiennym ludem. O większości z przedstawionych w książce objawień słyszałam, pojawiły się jednak wśród nich takie, których nie znałam. I to one najbardziej mnie zaintrygowały. Z każdą kartką zastanawiałam się, czy to możliwe, aby Bóg dopuszczał do tego typu rzeczy. Zresztą tą książkę trzeba przeczytać i zrozumieć. Do polecenia zarówno wierzącym, jak i wątpiącym.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater