32. „Tropiciele” Małgorzaty Karoliny Piekarskiej


Tytuł: „Tropiciele
Autor: Małgorzata Karolina Piekarska
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2009
Wydawnictwo: Nowy Świat
Liczba stron: 200
Moja ocena: 8/10

                Z „Tropicielami” Małgorzaty Karoliny Piekarskiej spotkałam się już w drugiej klasie gimnazjum, kiedy w dwutygodniku „Victor Gimnazjalista” publikowano kolejne jej rozdziała. Już wcześniej znałam twórczość autorki, ponieważ na łamach tego samego czasopisma przez trzy lata zamieszczała rewelacyjną „Klasę pani Czajki” opowiadającą o przygodach kilku osób chodzących do tej samej klasy w gimnazjum.

„Tropiciele” poruszały podobną tematykę. Wiedziałam jednak, że dwutygodnik, podobnie jak to było w przypadku „Klasy pani Czajki”, drukuje tylko fragmenty poszczególnych rozdziałów. Dlatego po cichu liczyłam, że z czasem doczekam się opowieści w wersji książkowej. Pojawiła się ona po roku od zakończenia publikowania w „Victorze”, jednak z powodu braku funduszy nie mogłam postarać się o nabycie egzemplarza. Na szczęście po siedmiu latach doczekałam się przeczytania powieści.

Głównym bohaterem książki jest uczeń pierwszej klasy gimnazjum – Kuba Stec. Wesoły nastolatek pewnego dnia dowiaduje się, że rodzice zdecydowali o przeprowadzce z Żoliborza na Saską Kępę. Tym samym całe życie chłopca obraca się o 180 stopni – musi zmienić szkołę, znajomych. Wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego trafia do nowej klasy, w której nikogo nie zna. Szkoła wydaje mu się koszmarem, nowi koledzy – przybyszami z obcej planety, w dodatku dochodziła irytująca młodsza siostra, której musiał pilnować na każdym kroku. Pewnego dnia mała oznajmia rodzicom, że chce zapisać się do drużyny zuchów. Ponieważ żadne z rodziców nie może tego dnia odebrać córki z zajęć, obowiązek ten spada na Kubę. Początkowo sceptycznie nastawiony do pomysłu chłopiec z czasem zaczyna coraz bardziej interesować się harcerstwem. Pomaga w czasie akcji, wymyśla zadanie roczne dla zastępu, jeździ na obozu. A przede wszystkim zagłębia się w historii dzielnicy w której mieszka, a nawet własnej rodziny.

Kuba, chociaż jest postacią fikcyjną, staje się bardzo bliski czytelnikowi. Dużym atutem takiego stanu rzeczy jest umiejscowienie czasu rozgrywającej się akcji w aktualnych czasach. Młodzież gra w Simsy, posłuje się telefonami komórkowymi, pisze meile, idzie do Muzeum Powstania Warszawskiego. Równocześnie szuka malarzy z okresu międzywojennego, którzy mieszkali na Saskiej Kępie. Pomagają jej w tym sympatyczna, chociaż trochę zdziwaczała staruszka, Eulalia Topczewska, wszechwiedzący  pan Genio, a także pocztówki z rebusami namalowanymi przeszło 60 lat wcześniej przez przodka. Poza tym Kuba, tak jak każdy nastolatek w jego wieku, przeżywa swoje wzloty i upadki, złości się na wścibską młodszą siostrę, nie zawsze zgadza z rodzicami czy kolegami z zastępu.

Książka porusza wiele tematów bliskich współczesnym nastolatkom. Na naszych oczach Kuba zakochuje się w swojej rówieśniczce – Jagodzie. Chociaż nie do końca potrafi nazwać to uczucie, to wyraźnie widać, że chłopiec gotów jest skoczyć za dziewczyną w ogień. Drugą istotnym tematem w książce jest przyjaźń. Przed przeprowadzką chłopiec przyjaźnił się z kolegami z klasy – Piotrkiem i Jackiem oraz dziewczyną o imieniu Ewelina. Ich przyjaźń nie przetrwała próby. Z czasem okazuje się, że dziewczyna, która nota bene podobała się Kubie, związała się z Piotrkiem. Ale i on z czasem znalazł w nowym miejscu prawdziwego przyjaciela. Został nim Rafał, chłopiec z ubogiego domu, z którym Kuba spędzał coraz więcej czasu w swoim pokoju i z którym mógł porozmawiać praktycznie na każdy temat. Co więcej, ich przyjaźń przetrwała próbę, której została poddana.

Książka, podobnie jak w przypadku gazetowego pierwowzoru, niejednokrotnie wywoływała u mnie salwy śmiechu. Autorka potrafi doskonale dobrać dialogi do sytuacji, a ilustracje w wykonaniu Roberta Trojanowskiego zachwycą nawet najbardziej wybrednego czytelnika. To idealna pozycja dla każdego nastolatka, nawet dla takiego, który z książką jest na bakier. Trudno mi jest się do czegoś przyczepić. Może tylko do tego, że w pewnym momencie siostra Kuby, Ola, została nazwana Patrycją. Ale to naprawdę mało istotny szczegół.