25. „Jan Paweł II – nasz święty” Pawła Zuchniewicza


Tytuł: „Jan Paweł II – nasz święty
Autor: Paweł Zuchniewicz
Tom w serii: 4
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2010
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 280
Moja ocena: 10/10

                Z każdą książką dotyczącą biografii Karola Wojtyły coraz bardziej przekonuję się, że Paweł Zuchniewicz jest nietypowym pisarzem, a przede wszystkim biografem papieskim. Z niemałą nutką żalu sięgnęłam po ostatni tom cyklu zatytułowany: „Jan Paweł II – nasz święty”. Tak naprawdę jest to jedyna książka z tej serii, jaka nie stoi na półce na moim regale. Na szczęście działają jeszcze takie instytucje, jak biblioteki, które oferują książki swoim czytelnikom. Pozycja została mi wypożyczona na miesiąc, ja jednak przeczytałam ją w tydzień.

                Akcja ostatniej części rozpoczyna się 24 lutego 1990 roku, kiedy umiera poseł, senator oraz prezydent Republiki Włoskiej – Alessandro Pertini. Człowiek, który mimo tego, że był zagorzałym ateistą, szczerze zaprzyjaźnił się z głową Kościoła Katolickiego – papieżem Janem Pawłem II. Ojciec Święty dowiedziawszy się o jego śmierci, zaczął się za niego modlić. Kilka dni później papież przychodzi do lekarza. Niepokoją go spowolnione ruchy jego ciała. Medyk, po przeprowadzeniu szczegółowego wywiadu, stawia szokującą diagnozę – następca świętego Piotra cierpi najprawdopodobniej na chorobę Parkinsona, co oznacza, że z czasem jego stan będzie się pogarszał. On jednak nie odchodzi na papieską emeryturę. Z ogromnym zaangażowaniem prowadzi Kościół ku trzeciemu tysiącleciu. Doskonale pamiętał słowa, które usłyszał od prymasa Stefana Wyszyńskiego, który po wyborze na Stolicę Piotrową oznajmił mu: „Musisz wprowadzić kościół w trzecie tysiąclecie”. Wszystkie opisane zdarzenia dzieją się na tle ważnych wydarzeń historycznych – upadek Muru Berlińskiego, rozpad ZSRR, śmierć znanych osobliwości, czy też atak 11 września 2001 roku na World Trade Center. Mimo pogarszającego się stanu zdrowia wciąż pielgrzymuje po całym świecie, odwiedzając zarówno bogate, jak i biedne kraje. Przyjmuje na audiencjach głowy państw, zwykłych ludzi, chorych i cierpiących. Co więcej – coraz częściej pojawiają się doniesienia o cudownych uzdrowieniach po spotkaniach z Ojcem Świętych, a nawet jego modlitwie w danej intencji. Siebie samego nie mógł jednak uzdrowić – książka kończy się datą 2 kwietnia 2005 roku, kiedy polski papież powrócił do Domu Ojca.

                Na kolejne rozdziały powieści nakładają się kolejne choroby i niedyspozycje papieża – guz w jelicie grubym, złamanie kości biodrowej i wszczepienie endoprotezy w stawie biodrowym, operacja wycięcia wyrostka robaczkowego, czy też założenia rurki tracheotomijnej umożliwiającej oddychanie coraz słabszemu pasterzowi. Jako kontrast zostały opisane radosne pielgrzymki po świecie. Podobnie jak w książce „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” szczególną uwagę poświęcono wizytom w ojczyźnie. Towarzyszymy więc papieżowi podczas wizyty w wolnej już Polsce w czerwcu 1991 roku, kiedy wygłaszał słynne homilie oparte na Dekalogu oraz dwa miesiące później, kiedy spotkał się z rzeszą młodych podczas Światowych Dni Młodzieży na Jasnej Górze. Jesteśmy z nim podczas najkrótszej, bo zaledwie kilkunastogodzinnej wizyty w 1995 roku oraz najdłuższej, mającej miejsce dwa lata później. Płyniemy z papieżem po jeziorze Wigry, odwiedzamy biedną rodzinę Mileckich, w końcu przekomarzamy się z mieszkańcami Gliwic ostatniego dnia pielgrzymki. W powieści nie mogło zabraknąć ostatniej wizyty w Polsce oraz konsekracji Sanktuarium Bożego w Łagiewnikach. Dużo miejsca poświęcono też Światowym Dniom Młodzieży.

                W książce pojawia się też znany z poprzedniej części Piotr, który wyszedł za mąż. Nie rezygnuje jednak ze spotkać z Ojcem Świętym, zarówno podczas jego wizyt w kraju, jak i spotkań z młodzieżą. I chociaż w pewnym momencie trochę pobłądził w swojej życiowej drodze, to jednak spotka go nieoczekiwana nagroda za jego wytrwałość. Drugą znaczącą postacią drugoplanową w powieści jest młody Holender, Michael, który podczas Światowych Dni Młodzieży w Manili czytał podziękowanie w imieniu wszystkich zgromadzonych. Pod wpływem tamtej chwili po kilku latach zrezygnował z świetnie prosperującej pracy w firmie i poszedł na drogę kapłańską.

                Muszę przyznać, że właśnie ostatnia część całego cyklu najbardziej do mnie przemówiła. Być może dlatego, że większość wydarzeń opisanych w książce rozgrywała się na moich oczach? Poza tym powieść nie jest tylko suchymi  faktami z życia papieża – dzięki niezwykłemu językowi jakim posługuje się pan Paweł czytelnik może wczuć się w opisywaną sytuację. Dlatego z bólem serca musiałam pogodzić się z faktem, że cały cykl dobiegł do końca…