23. „Habemus Papam” Pawła Zuchniewicza


Tytuł: „Habemus Papam
Autor: Paweł Zuchniewicz
Część cyklu: 2
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2009
Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka
Liczba stron: 342
Moja ocena: 10/10

Zaintrygowana książką Pawła Zuchniewicza „Lolek, wujek Karol, biskup Wojtyła” opowiadającej o życiu Karola Wojtyły od momentu jego narodzin aż do nominacje na biskupa diecezji krakowskiej, postanowiłam sięgnąć po drugą część cyklu, którą nabyłam w komplecie ze wspomnianą pozycją. Nosi ona tytuł „Habemus Papam” i wbrew pozorom przedstawia czasy Karola Wojtyły od otrzymania sakry biskupiej po pamiętny dzień 16 października 1978 roku, kiedy decyzją kardynałów został wybrany papieżem.

Akcja drugiej części cyklu rozpoczyna się od wypadu trójki przyjaciół, Karola, Jerzego i Mariana na narty w góry. Lekarze akurat rozpoznali u przemęczonego, chociaż młodego biskupa mononukleozę i jako terapię zalecił dużo ruchu na świeżym powietrzu. Przyjaciele nie mogli przegapić takiej okazji. Karolowi Wojtyle, wraz z awansem, przybywa obowiązków i trosk. Musiał ograniczać swoją posługę duszpasterską z młodzieżą akademicką, a zająć się walką z socjalistycznym systemem władzy. Nie oznacza to jednak, że całkowicie wymazał swoich podopiecznych z życia – często się z nimi spotykał, udzielał im ślubów, chrzcił ich dzieci, przewodniczył Mszom pogrzebowym, wspierał duchowo i materialnie, podrzuca próbki swojej twórczości, bowiem pomimo natłoku obowiązków, w dalszym ciągu powstają kolejne jego dzieła. Bardzo przeżył śmierć Jerzego Ciesieckiego, tego samego, z którym na początku książki wyjeżdża na narty, który ginie wraz z dwójką dzieci w katastrofie statku na Nilu. Jednocześnie walczy z komunistami nad postawieniem kościoła w robotniczej dzielnicy Krakowa – Nowa Huta. Warto tutaj przypomnieć, że wedle założeń ówczesnych władz, wielkie osiedle miało pozostać „miejscem bez Boga”, a jego mieszkańcom przydzielono budę, w której obywały się Msze święte. Na naszych oczach rozwija się również niezwykła przyjaźń, pomiędzy dwoma największymi osobliwościami kościoła katolickiego w Polsce. Wojtyła, który z czasem zostaje powołany do rangi kardynalskiej wraz z Prymasem Wyszyńskim przewodniczą obchodom milenijnym naszego kraju, peregrynacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w Krakowie, razem wspinają się po górach, wreszcie razem jadą na dwa konklawe w 1978. Z drugiego wraca jednak tylko jeden z nich. W czasie sprawowania posady biskupiej i kardynalskiej Karol Wojtyła bierze udział w obradach II soboru watykańskiego, podczas którego porusza nie tylko tematy dotyczące etyki i wiary, ale także spotyka swojego bliskiego przyjaciela z czasów wadowickich, Jerzego Krugela.

W książce opisano proces przygotowania do otwarcia przewodu beatyfikacyjnego siostry Faustyny Kowalskiej, a także zwrócono szczególną uwagę na Mszę beatyfikacyjną sługi Bożego, ojca Maksymiliana Marii Kolbego, którego matkę młody Karol Wojtyła niejednokrotnie spotykał w murach krakowskich świątyń. Warto tutaj wspomnieć, że była to pierwsza Msza beatyfikacyjna, której przewodniczył sam papież, Paweł VI.

Niezwykle przemówił do mnie ostatni rozdział książki, zatytułowany „Stanisław”. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że będzie nawiązywał do przyjaźni Wojtyły z swoim Sekretarzem, Stanisławem Dziwiszem, ale nie. Tym razem oparty był o poemat „Stanisław” opowiadający o świętym Stanisławie, który został zabity przez Bolesława Szczodrego, podczas sprawowania Mszy na Wawelu. Jednak to co najbardziej przemówiło do mnie w tymże rozdziale, to wędrówki kardynała Wojtyły po kalwaryjskich ścieżkach i jego rozmyślania na temat życia. A wszystko to działo się w ostatnich dniach września 1978 roku…

Podobnie jak „Lolek, wujek Karol, biskup Wojtyła” książkę „Habemus Papam” przeczytałam jednym tchem. Zresztą miała taki sam układ: kilka zatytułowanych rozdziałów podzielonych na podrozdziały, fragmenty papieskich tekstów nawiązujących do czytanych fragmentów książki, od czasu do czasu jakaś fotografia. Znalazłam zarówno dobrze znane mi historie, jak i te fikcyjne, wymyślone na potrzeby książki. Pozwalały one jeszcze bardziej poznać postać, którą zna i podziwia cały świat.