21. Nowe książki

Luty, pomimo tego, że jest najkrótszym miesiącem w roku, zaobfitował u mnie w nowe pozycje książkowe. Aż 7 z nich odkupiłam o koleżanki, 2 wygrałam w konkursie zorganizowanym przez lubimyczytać.pl, jedną otrzymałam od portalu sztukater.pl, a jedną kupiłam przez allegro. Chcecie wiedzieć w jakie książki się wzbogaciłam?

„Baśń” Jonasa T. Bengtssona – książka wygrana w konkursie zorganizowanym przez portal „lubimyczytać.pl”

„Czarny krąg” Patricka Carmana(V tom serii 39 wskazówek) - książka wygrana w drugim konkursie zorganizowanym przez portal „lubimyczytać.pl”

„Zwykłym językiem o niezwykłym chrześcijaństwie” ks. Marka Dziewieckiego – książka otrzymana w ramach współpracy z portalem sztukater.pl

„Jan Paweł II. Będę szedł naprzód” Pawła Zuchniewicza – kolejny tom niezwykłej biografii Karola Wojtyły tego pisarza, kupiony całkiem niedrogo na allegro. Do posiadania całej kolekcji brakuje mi tylko jednej pozycji – „Jan Paweł II – nasz święty”

„Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu” Anny Morawskiej. Książka odkupiona od koleżanka. Zawiera zbiór wywiadów z najbliższymi, których zmarli bliscy byli związani z środowiskiem górskim

„Roztrzaskane życie” Stephanie Kallosa – kolejna książka przejęta od koleżanki. Czytając opis na LC, postanowiłam że ją odkupię. Na razie czeka na półce na przeczytanie, ale kto wie, czy nie najdzie mnie w najbliższym czasie chęć na przeczytanie. W końcu ma związek z holokaustem, którym się interesuję…

„Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu” Ruperta Isaacsona. Książka polecona osobiście przez koleżankę, od której ją odkupiłam. Wie bestia, że mam słabość do pozycji poświęconych osobom niepełnosprawnym

„Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysły z zespołem Aspergera” Daniela Tammeta. Kolejna książka polecona i sprzedana przez dobrą duszę. Cieszę się, że będę mogła ją przeczytać i jeszcze lepiej poznać te zaburzenie umysłowe.

„Ścieżki chwały” Jeffrey’a Archera – tą pozycję przygarnęłam w ciemno. Opisy jakoś mnie nie zachęciły, ale H. mówiła, że całkiem ciekawie napisana. Przeczytamy, zobaczymy

„To wiem na pewno” Wally’ego Lemba – kolejna książka odkupiona w ciemno. Zapowiada się psychologiczna powieść. Może być ciekawie…

„Córka opiekuna wspomnień” Kima Edwardsa – jak najbardziej przemyślany zakup. Słyszałam wiele pozytywnych opinii na jej temat, więc grzechem byłoby jej nie przeczytać.

20. „Baśń” Jonasa T. Bengtssona


Tytuł: „Baśń”
Tytuł oryginalny: „Et Eventyr”
Autor: Jonas T. Bengtsson
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Miejsce i rok wydania: Wołowiec, 2013
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 416
Moja ocena: 6/10

Czym jest baśń? Według internetowej encyklopedii Wikipedii, baśń to jeden z fantastycznych gatunków epickich, zazwyczaj niewielkich rozmiarów odwołujący się zwykle do folkloru. Znamy baśnie braci Grimm oraz Andersena, sami niejednokrotnie słyszeliśmy baśnie wymyślone przez własnych rodziców, kiedy nie mogliśmy wieczorem zmrużyć oka. Ale czy możliwe jest zamienienie się miejscami życia realnego z życiem fikcyjnym?

Książkę Jonasa T. Bengtssona pt. „Baśń” można podzielić na dwie części. Pierwsza rozpoczyna się w dniu śmierci szwedzkiego polityka, Olofa Palme, czyli 28 lutego 1986 roku. To również dzień szóstych urodzin głównego bohatera powieści – Petera. Z pewnością czekał na jakiś wyjątkowy prezent z tej okazji. Paradoksalnie okazała się nim przeprowadzka do Danii. Kolejna w krótkim życiu chłopca. Jego ojciec tłumaczy to jednym stwierdzeniem – „musimy uciekać przed Białą Damą i jej służącymi”. Kim jest owa „Biała Dama”? O tym Peter nie ma pojęcia. W Kopenhadze wynajmują mieszkanie w kamienicy. Chłopiec zauważa, że w jego życiu jest coś nie tak – nie chodzi do szkoły, to tata jest jego nauczycielem, często nie płacą za wiele rzeczy i usług, a ojciec raz po raz zmienia pracę. Zresztą maluch często towarzyszy w niej ojcu, niejednokrotnie pomagając mu ją wykonać. Ma nadzieję, że któregoś dnia tata kupi mu rower, o którym tak bardzo marzy. Każdego dnia ojciec opowiada synkowi baśń o złej królowej, przed którą uciekają król z królewiczem. Chłopiec jest obdarzony dużym talentem plastycznym, bardzo lubi rysować, toteż spędza nad blokiem rysunkowym każdą wolną chwilę. Peter podczas mieszkania w kamienicy poznaje trochę starszego chłopca, który pragnie się z nim zaprzyjaźnić. Wydaje się on być niezrównoważony psychicznie – uczy Petera gry „w małpkę” polegającej na trafieniu piłką palantową drugiej osoby, brudzi przyciski domofonu psimi odchodami, włamuje się do szafki ze słodyczami, którymi potem opycha się z Peterem. Któregoś dnia sielanka się kończy i ojciec oznajmia synkowi, że muszą ponownie zmienić miejsce zamieszkania. Tym razem trafiają do małej klitki, a ojciec zostaje stolarzem. Bardzo często zabiera chłopca do swojego miejsca pracy, gdzie uczy go fachu. Pewnego razu, kiedy ojciec musiał na chwilę wyjść po zakup gwoździ, jego pracodawca zaciąga malucha do piwnicy, gdzie próbuje go zgwałcić. Z opresji ratuje go rodziciel, który zabija go. Oznacza to kolejną przeprowadzkę. Prowadzi ona do domku pewnej staruszki, u której ojciec jest ogrodnikiem. W czasie kiedy porządkuje ogród, jego syn w tajemnicy poznaje cały dom wraz z tajemnicą, którą skrywa. Po śmierci jego właścicielki następuje kolejna przeprowadzka głównego bohatera oraz zmiany pracy ojca – tym razem jest ochroniarzem w klubie nocnym. Ostatnia przeprowadzka chłopca prowadzi go do mieszkania nieopodal teatru, w którym pracę otrzymuje jego ojciec. Trwa sielanka, w życiu obu mężczyzn pojawia się koleżanka z pracy ojca, Sara, z którą spędzają coraz więcej czasu. Rodzinne szczęście zostaje jednak przerwane pewnego, majowego dnia.

Druga część książki przenosi nas do 1996 roku. Szesnastoletni Peter mieszka wraz z matką oraz jej rodziną w jej domu. W dalszym ciągu uwielbia rysować, przez co o mało nie zostaje wydalony ze szkoły. Jej dyrektor daje mu dwa tygodnie do namysłu, czy na pewno chce kontynuować naukę. W tym czasie dzwoni do niego babcia od strony ojca, która prosi, aby przyjechał do niej na wyspę. Tam żegna się ze swoim umierającym dziadkiem oraz poznaje rodzinną tajemnicę. Od tej pory, podobnie jak w dzieciństwie ukrywa się oraz zmienia swoją tożsamość.

Książka „Baśń” ukazuje nam idealne wykreowanie świata przez rodziców na potrzeby dziecka. Świata, w którym właściwie nie ma wad, a najważniejsze w nim jest patrzenie „innym wzrokiem niż pozostali”. Ojciec, który okazuje się później osobą niezrównoważoną psychicznie, za wszelką cenę próbuje stworzyć swojemu ukochanemu dziecku życie jak w tytułowej „Baśni”, w której najważniejszymi bohaterami są oni sami. Niestety, nie przewidział przyszłych konsekwencji takiego działania. Narracja powieści jest pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy kilkuletniego, a później nastoletniego Petera. Dzięki temu czytelnik może dotrzeć do wnętrza wrażliwego chłopca oraz zobaczyć spustoszenie, jakie zrobiła w jego psychice niewinna gra, którą przez kilka lat tworzył jego własny ojciec. To także przestroga przed tym, że czasami nie warto na siłę koloryzować swojego życia, bo nigdy nie wiadomo, jakie to może mieć konsekwencje w przyszłości.

19. „Zwykłym językiem o niezwykłym chrześcijaństwie” – księdza Marka Dziewieckiego


Tytuł: „Zwykłym językiem o niezwykłym chrześcijaństwie”
Autor: Ks. Marek Dziewiecki
Miejsce i rok wydania: Kraków, 2007
Wydawnictwo: Salwador
Liczba stron: 236
Moja ocena: 8/10

Często w moim życiu słyszałam o miłości Boga do człowieka i na odwrót, że każdy człowiek powinien kochać Boga bezgraniczną miłością. Ale czy na pewno właściwie odczytywałam te przesłanki? Podobnie jak większość Polaków zostałam wychowana w kulturze chrześcijańskiej. Tylko czy kultura chrześcijańska i wiara w Boga to to samo? Można przecież chodzić do kościoła, jeździć na rekolekcje, a jednocześnie reprezentować postawę, która sugerowałaby obserwatorowi stojącemu z boku, że nie ma czegoś takiego, jak Bóg, Syn Boży, Niebo. Często też nurtują nas pytania, jakim sposobem możemy stać się chrześcijanami godnymi tego określenia. Również i ja mam tego rodzaju dylematy. Dlatego z miłą chęcią sięgnęłam po książkę autorstwa księdza Marka Dziewieckiego, która w prosty sposób przedstawia wierzącym, i niewierzącym, podstawowe prawdy związane z religią chrześcijańską.

Publikacja dzieli się na dwie części. Pierwsza, zatytułowana „Wypaczone chrześcijaństwo”, porusza kwestię przedstawienia dominującej religii w naszym kraju. Zadane zostaje w niej podstawowe pytanie, i niemal natychmiast zostaje podana odpowiedź – bo religia chrześcijańska, w przeciwieństwie do większości religii, nie została wymyślona, tylko wywodzi się z samej wiary człowieka. Następnie autor obala kilka mitów, którymi otoczona jest religia chrześcijańska. Nie jest bowiem tak, że chrześcijaństwo przypomina inne religie, Bóg zsyła ludziom krzyże, ponieważ ich kocha, nasza wiara to zbiór niepotrzebnych nakazów i zakazów, że ogranicza ono wolność jednostki ludzkiej, że chrześcijanie troszczą się tylko o dusze człowieka po śmierci oraz, że kościół katolicki boi się demokracji. Kapłan obala wszystkie te tezy, posługując się prostym do zrozumienia dla każdego człowieka językiem. Podaje przy tym proste, trafne, a zarazem niepodważalne argumenty, które z łatwością przemawiają do czytelnika.

W drugiej części, noszącej tytuł „Prawdziwe chrześcijaństwo”, udowadniane są tezy, że Bóg jest wszechmocny oraz, że człowiek, który został stworzony na jego obraz i podobieństwo, stworzony został również po to, aby kochać nie tylko Boga, ale i swojego bliźniego, a nawet siebie samego. Autor w prostych zdaniach przedstawiał przykładowe sytuacje, w jakich możemy wypełniać tą powinność. Jednocześnie przekonujemy się, że nasz Stworzyciel jest nie tylko miłością, ale też… realistą, który wie, na co stać każdego z nas.

W książce najbardziej ujął mnie jej prosty, zrozumiały dla każdego język. Szczerze powiedziawszy spodziewałam się kolejnej naukowej rozprawy napisanej teologicznym stylem. Zostałam więc zaskoczona, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kolejna niespodzianka to obfitujące w obrazowe przykłady tezy ukazujące niezwykłą miłość, jaką obdarzył nas Bóg. Przykładami, które jednak odwołują się do słów znanych z kart Pisma Świętego. W książce znajdziemy zdania ze stworzenia świata, opisanego w Księdze Rodzaju, odwołanie do przypowieści o synu marnotrawnym, wiele razy poruszona została historia Judasza, którego wielokrotnie przeciwstawiano postaci świętego Piotra(obydwoje żałowali wyparcia się Chrystusa, ale to święty Piotr poszedł kajać się przed swoim Mistrzem, co prawdopodobnie uratowało go przed podzieleniem losu Judasza, czyli powieszeniem się). W publikacji znajdziemy również bardzo trafne przykłady książek francuskiego pisarza Antoine de Sant–Exupery’ego co wywołuje mimowolny uśmiech sympatii na ustach czytelnika.

Komu poleciłabym tą książką? Chyba nie będę oryginalna, kiedy napiszę, że wszystkim. Bo tak naprawdę każdy, nawet nie pasjonujący się tematami teologicznymi, znajdzie w niej coś dla siebie – dzieci i młodzież dowiedzą się jak być dobrymi ludźmi, małżonkowie jak pielęgnować swój związek, starsi i osoby duchowne na nowo odkryją jak wielką miłością obdarzył ich Bóg. Książki nie muszą czytać osoby z wykształceniem, zgodnie z tytułem została napisana prostym językiem, dzięki temu zostanie zrozumiana niemal przez wszystkich ludzi.

Za ciekawą lekturę dziękuję stowarzyszeniu „Sztukater

18. „Lista Schindlera” Thomasa Keneally’ego


Tytuł: „Lista Schindlera”
Tytuł oryginalny: „Schindler’s List”
Autor: Thomas Keneally
Tłumaczenie: Tadeusz Stanek
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1994
Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka
Liczba stron:438
Moja ocena: 7/10

Książka Thomasa Keneally’ego „Lista Schindlera” od kilku lat stała na półce regału. Wielokrotnie próbowałam ją przeczytać, jednak nigdy mi się to nie udawało. Po kilku kartkach ponownie trafiała na półkę z adnotacją „przeczytam kiedy indziej”. Z drugiej strony muszę się przyznać, że zaczęłam ją czytać w gimnazjum, a wtedy byłam dość krnąbrnym dzieckiem. Poza tym moja historyczka niezbyt dużo czasu poświęciła kwestii holokaustu, przez co treść powieści była dla mnie po prostu abstrakcją. W liceum nadrobiłam tą zaległość, jednak w dalszym ciągu byłam na bakier z tą pozycją. W końcu pewnego grudniowego wieczora zasiadłam w fotelu z książką na kolanach. Tym razem jej treść tak mnie wciągnęła, że wręcz nie mogłam przestać pochłaniać kolejnych zdań.
Książka opowiada o Oscarze Schindlerze, Niemcu prowadzącym fabrykę w Krakowie w okresie II wojny światowej. Nie był on jednak stereotypowym przedstawicielem swojego narodu, który za wszelką cenę szerzył wokół siebie holokaust. Wręcz przeciwnie, korzystając ze swoich kontaktów wyciągał z getta krakowskiego kolejnych przedstawicieli narodu żydowskiego pod pretekstem ich pracy w jego przedsiębiorstwie. W ten sposób uratował ponad 2000 przedstawicieli religii mojżeszowej. Keneally w piękny sposób opisuje walkę dobra ze złem – na jednej szali stawia Schindlera, który pomaga Żydom, natomiast na drugiej innego przedstawiciela narodu niemieckiego Amona Gotha. Z jednej strony czytamy o heroizmie pierwszego, kiedy chwilę później dowiadujemy się o bezwzględnych metodach stosowanych przez drugiego wobec Żydów. Szczególnie utkwiła mi w pamięci historia dziewczyny, chorej na raka kości, która tak się cieszyła, kiedy w miejscu ukrycia przez Niemca dostała płatki owsiane z mlekiem. O takim „rarytasie” mogła w getcie tylko pomarzyć. Tak bardzo mi było smutno, kiedy w pewnym momencie następuje jej śmierć. Nie sposób zapomnieć o kilkunastoletnim chłopcu Liśku, którego w bezczelny sposób zastrzelił Amon Goth z błahego powodu.
Warto zaznaczyć, że książka została oparta na faktach autentycznych. Oscar Schindler urodził się 28 kwietnia 1908 roku w Zwittau w Austro – Węgrzech. Dwadzieścia lat później ożenił się z Emilie Pelzl, jednak szczęśliwe małżeństwo nie doczekało się dzieci. Schindler został przedstawicielem handlowym jednego z zakładów przemysłowych w Brnie. W 1935 przystąpił do Partii Niemców Sudeckich, a następnie został członkiem Abwehry – wywiadu oraz kontrwywiadu niemieckich sił zbrojnych. Za swoją działalność został w 1938 roku aresztowany przez władze czechosłowackie. Zwolniony z więzienia został po aneksji Sowietów przez III Rzeszę. Po inwazji niemieckiej na Polskę za niewielkie pieniądze wykupił Pierwszą Małopolską Fabrykę Naczyń Emaliowanych i Wyrobów Blaszanych „Rekord” w Krakowie, na Podgórzu, którą z czasem nazwał Niemiecką Fabryką Wyrobów Emaliowanych. Początkowo wyrabiała ona naczynia emaliowe, z czasem amunicję. Do pracy w niej przyjął ok. 1300 żydowskich robotników, którzy wykonywali tam niewolniczą pracę. Na początku byli chronieni chęcią pomnożenia zysków, jednak z czasem Schindler zapoczątkował aktywną opiekę nad nimi, przekonując, np. że wykwalifikowani robotnicy są niezbędni dla pracy fabryki, zaś próba zaszkodzenia im spowoduje wniesienie przez niego żądania o odszkodowanie od niemieckiego rządu. Przełomowym punktem była likwidacja krakowskiego getta oraz transport mieszkających w nim Żydów do obozu pracy przymusowej w Płaszowie. Dzięki swoim umiejętnościom negocjacyjnym Schindler postanowił uratować od zagłady swoich pracowników, których nazywano Schindlerjuden, czyli Żydzi Schindlera. W tym przypadku zawarł umowę z komendantem obozu Amonem Gothem o przeniesieniu jego pracowników do przylegającego do fabryki podobozu, gdzie nie byli narażeni aż w takim stopniu na szykany. Pod koniec wojny obóz został zlikwidowany, a ich więźniowie w większości zgładzeni. Schindlerowi udało się w 1944 przenieść swoich 1200 „pracowników” do fabryki w Brünnlitz w Okręgu Rzeszy Kraj Sudetów , a gdy transport został po drodze skierowany do obozu w Auschwitz-Birkenau, udało mu się ich stamtąd wydostać. Pod koniec wojny Oscar wyemigrował do Argentyny, gdzie zbankrutował, co zmusiło go do powrotu do Niemiec. W roku 1962 Oskar Schindler zasadził drzewo w Gaju Sprawiedliwych, a w 1963 Instytut Yad Vashem uhonorował go „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Zmarł 9 października 1974 roku Hildesheim, pochowano go na Górze Syjon w Jerozolimie.
Keneally w niezwykły sposób opisał okres życia Schindlera przypadający na czasy II wojny światowej. Książka zmusza do myślenia i zadawania sobie pytań na temat ludzkiej uczciwości podczas jej czytania. Nie polecam jej jednak czytelnikowi, który nie zna realiów holokaustu, ponieważ po prostu może jej nie zrozumieć. Za to jak zacznie ją czytać, to prawdopodobnie tak jak ja, nie będzie mógł się od niej oderwać.