14. „Biegnij chłopcze, biegnij” Pepego Danquarta


Tytuł: „Biegnij chłopcze, biegnij”
Tytuł oryginalny: „Lauf Junge, lauf” 
Reżyser: Pepe Danquart
Główne role: Kamil Tkacz, Andrzej Tkacz, Zbigniew Zamachowski, Mirosław Baka, Przemysław Sadowski, Grażyna Szapołowska, Izabela Kuna, Grażyna Błęcka-Kolska
Premiera w Polsce: 10 stycznia 2014
Gatunek: Dramat wojenny, biograficzny
Czas trwania: 1 godzina 48 minut
Moja ocena: 9/10

Filmów opowiadających o okrucieństwie holokaustu powstało bardzo wiele. Większość z nich opowiada autentyczne historie. Ryszard Polański wiernie przedstawił biografię znanego polskiego muzyka, Władysława Szpilmana, który uciekł z warszawskiego getta, a Agnieszka Holland w nominowanym do prestiżowego Oscara filmie „W ciemności” brawurowo przedstawiła historię Polaka mieszkającego we Lwowie, Leopolda Sochę, który z narażeniem życia ratował wyznawców judaizmu w lwowskich kanałach.
Historia głównego bohatera filmu „Biegnij chłopcze, biegnij” w reżyserii Pepego Danquarta – Srulika, kilkuletniego chłopca wyznania żydowskiego, który ucieka z piekła warszawskiego getta jest nie mniej wzruszająca. Srulika poznajemy jako wykończonego kilkumiesięczną wędrówką włóczęgę, który ostatkiem sił dociera do jakiejś chaty na skraju jednej z wsi niedaleko stolicy. Niepewny tego, co go spotka puka do drzwi, poczym upada na biały śnieg. W swojej sennej wizji widzi grupkę chłopców takich jak on, do której dołącza. Ci chłopcy dają mu pierwszą szkołę życia, uczą jak przetrwać w lesie i wśród ludzi. Któregoś dnia wszyscy znikają i Srulik znowu zostaje sam. Korzystając z rad przyjaciół udaje mu się przetrwać do zimy. Po obudzeniu chłopiec odczuwa sympatię kobiety, do której drzwi domu zapukał. Ona sama traktuje go jak syna – w trosce o jego przyszłość uczy chrześcijańskich modlitw, pokazuje mu jak ma postępować w kontaktach z nowymi ludźmi, wymyśla nową historię życia chłopca, daje nowe buty. Srulikowi, który przedstawia się jako Jurek Staniak, żyje się u niej jak we własnym domu. Niestety, wojenna rzeczywistość zmusza go do dalszej wędrówki. Dzięki swojemu sprytowi udaje mu się wyjść cało z niejednej sytuacji w których wiele dorosłych poddało by się. Jurek spotyka na swojej drodze zarówno ludzi dobrych, którzy chętnie oferują mu swoją pomoc, jak i złych, którzy za kilka złotych potrafiliby zdradzić miejsce jego pobytu, a nawet pozbawiłoby go życia. Bardzo dobrze ukazuje to scena, w której jeden lekarz nie chce pomóc przywiezionemu do szpitala chłopcu po tym, jak jego ręka została poważnie uszkodzona podczas prac w gospodarstwie. Dlaczego? Bo dziecko jest wyznania żydowskiego. Na drugi dzień inny lekarz podejmuje się zabiegu, jednak już nie mającego na celu uratowania ręki chłopca, lecz jego życia. Gdyby nie bezwzględność pierwszego medyka, ręka Jurka zostałaby prawdopodobnie uratowana, a nie amputowana. Po tym nie bardzo mógł znaleźć pracę. Trafił jednak na ludzi, którym mógł pomóc w prostych pracach gospodarskich. W końcu trafił do rodziny Kowalskich, gdzie nie tylko zaprzyjaźnia się z ich córką, ale i pomaga ojcowi rodziny w fachu kowalskim. Rodzina traktuje go jak członka rodziny. Chłopiec chodzi z nimi do kościoła, na wiosnę przystępuje do Pierwszej Komunii Świętej. Paradoksalnie sielanka mija po ogłoszeniu końca wojny, kiedy o Jurka dopominają się rodacy. Odwieziony do stolicy chłopiec odnajduje dom w którym mieszkał z rodziną oraz sklepikarkę, która rozpoznaje w nim najmłodszego synka swoich znajomych – Srulika. Po zajrzeniu do okien swojego domu chłopiec przypomina sobie spotkanie z ojcem, które przypomniał sobie Jurek. Tata kazał synkowi nigdy się nie poddawać, ale też nie zapominać, jakiej jest narodowości. Z bólem serca, rezygnując tym samym z życia u rodziny Kowalskich, decyduje się wypełnić wolę ojca, który poświęcił swoje życie, aby ocalał jego synek.
Historia Srulika opowiada losy Yorama Friedmana, mężczyzny narodowości żydowskiej, który jako zaledwie ośmioletni chłopiec uciekł z warszawskiego getta i ukrywał się po okolicznych wsiach i lasach. Po obejrzeniu premiery filmu „Biegnij chłopcze, biegnij” wyznał: „Chwilami wyznał, jakby rzuciło mnie 70 lat wstecz”. Nie da się ukryć, że reżyser znakomicie uchwycił w swoim dziele wojenną rzeczywistość – pościgi za uciekinierem, huki strzelaniny w oddali, bezwzględność oficerów niemieckich względem rodzin ukrywających Żydów. Ukazuje świat, w którym wychował się Yoram.
Niewątpliwie dużą zaletą filmu jest obsadzenie w głównej roli braci bliźniaków – Andrzeja i Kamila Tkaczów, którzy świetnie i całym sobą wcielili się w postać kilkuletniego Jurka. Mieli ku temu wspaniałe predyspozycje – drobni, ciemni, z miłymi twarzami. W za dużych ubraniach wyglądali bardzo autentycznie. Sceny, w których musieli uciekać nie były im obce, ponieważ jak sami przyznali, wielokrotnie słyszeli opowieści o podobnych historiach od swojego dziadka, którego dzieciństwo przypadło właśnie na okres II wojny światowej.
Film poleciłabym szczególnie młodemu widzowi. Takiemu, który jeszcze nie do końca wie w jakich realiach żyli jego dziadkowie i pradziadkowie. Starszy widz nie znajdzie w nim nic nowego – kolejna pocztówka wysłana z okresu II wojny światowej, która pokazuje straszliwy wojenny obraz z ludzkimi odruchami w tle.

13. „Sny księdza Bosko” – Pietro Zerbino


Tytuł: „Sny księdza Bosko”
Tytuł oryginalny: „Sogni di Don Bosco”
Autor: Pietro Zerbino
Tłumaczenie: Alicja Lis
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2011
Wydawnictwo: Wydawnictwo Salezjańskie
Liczba stron: 288
Moja ocena: 8/10

Każdy z nas miewa sny. Jedne są przyjemne i miłe o innych chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Marzenie senne są nieodłączną częścią ludzkiego życia. Śnią zwykli ludzie, ale i też Ci, którzy zapiszą  się na kartach historii.

Ktoś kiedyś powiedział, że „biografia świętego Jana Bosko bez uwzględnienia jego proroczych snów to żadna biografia”. Coś w tym jest, ponieważ jeżeli porównać niektóre z nich z rozwojem zgromadzenia salezjańskiego, możemy stwierdzić, że wiele przepowiedni było zawartych w sennych wizjach Jana Bosko. Pietro Zerbino w swojej książce zawarł najważniejsze marzenia senne założyciela zgromadzenia salezjańskiego, te które znalazły swoje odzwierciedlenie w przyszłości.

Książka przykuwa uwagę już okładką wydania przedstawiającą zamyślonego księdza na tle afrykańskiego plemienia. Już to daje do myślenia. Przecież żyjący w XIX wieku skromny kapłan z Turynu nie mógł przewidzieć, że jego dzieło przeniesie się na wszystkie kontynenty. A jednak to wszystko ukazało mu się we śnie. Sam jednak przestrzegał, aby nie wierzyć w każdy swój sen, ponieważ naszą przyszłość zna tylko sam Pan Bóg. Z czasem przekonał się jednak, że to poprzez sny Najwyższy chce mu przedstawić swoje Boże Planu właśnie poprzez sny, które potrafiły trwać nawet i kilka nocy z rzędu.

Książka, jak już wspomniałam na początku, zawiera opisy snów świętego Jana Bosko. Nie wszystkich oczywiście, ale tych najbardziej znaczących. Wśród nich znalazł się słynny sen z 1824 roku, w którym Matka Boska przedstawia zaledwie 9-cio letniemu Jankowi wizję jego przyszłości. W książce znajdziemy też wizje przedstawiające śmierć niektórych członków Oratorium Jana Bosko(to taki jakby przytułek dla opuszczonych chłopców), czy też fantazyjne wizje np. lotu samolotem nad poszczególnymi kontynentami(Jan Bosko żył w XIX wieku, kiedy jeszcze takie rozwiązania technologiczne istniały tylko w ludzkiej wyobraźni). Niesamowity może się wydawać opis sennego spotkania świętego Jana Bosko z samym papieżem, który był równocześnie zapowiedzią śmierci pasterza Kościoła Katolickiego. Jeszcze bardziej zdumiewające są sny przedstawiające senne spotkania księdza Bosko ze swoimi zmarłymi podopiecznymi, czy też wizje drogi do Nieba, które ukazywały również ich stan sumień. Dzięki swoim snom ksiądz Bosko zawsze wiedział, który z chłopców uczęszczających do jego Oratorium ma nieczyste sumienie, bowiem zawsze oni byli najdalej przedsionków Raju.

Zastosowanie narracji pierwszoosobowej przeplatanej z narracją trzecioosobową sprawia wrażenie, że czytelnik ma przed sobą osobisty zapis snów świętego z włoskiego Turynu. Język pozycji jest bardzo bogaty. Same opisy snów, chociaż są raczej krótkie, obfitują w szczegóły. Ponadto streszczenia nie sprawiają wrażenia, że sny są wybrakowane. Wręcz przeciwnie – autor wyodrębnił w ten sposób te najbardziej istotne ich szczegóły, które mogłyby zostać zasłonięte przez zbędne opisy. Pod każdym snem autor zawarł komentarz zwracający uwagę na okoliczności spełnienia się danej wizji sennej. Ułatwia to czytelnikowi zrozumienie ich miejsca w życiu doczesnym księdza Bosko. Dodatkowym atutem książki może być to, że chociaż nie jest najcieńsza, to jednak dzięki świetnemu tłumaczeniu bardzo łatwo się ją czyta. Chociaż z pozoru wydawać by się mogło, że znajdziemy w niej pełno pouczeń, to tak naprawdę autor skupił się głównie na aspekcie prorockim sennych wizji kapłana.

Wielu z nas sądzi, że sny są tylko dodatkiem do nocnego odpoczynku. Książka w doskonały sposób obala tą tezę pokazując, że w każdym śnie można dostrzec przesłanie dotyczące swojej drogi życiowej. Nie jest też kierowana do konkretnej grupy adresatów, chociaż z całą pewnością przypadnie do gustu każdemu, kto interesuje się osobą świętego Jana Bosko.

12. „Tak daleko jak nogi poniosą” Josefa Martina Bauera


Tytuł: „Tak daleko jak nogi poniosą”
Tytuł oryginalny: „So weit die Füße tragen”
Autor: Josef Martin Bauer
Tłumaczenie: Wojciech Szreniawski
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1994
Wydawnictwo: WDK(Wydawnictwo Dobrej Książki)
Liczba stron: 352
Moja ocena: 3/10

Książkę Josefa Martina Bauera „Tak daleko jak nogi poniosą” chciałam przeczytać  już dawno temu. Zafascynował mnie film Hardy’ego Martinsa, który  powstał na podstawie tej powieści. Barwne obrazy ogromnej Syberii podziałały na moją wyobraźnię. Długo zastanawiałam się, czy w pierwowzorze główny bohater też przeżywał tak niesamowite, zapierające dech w piersiach przygody jak w ekranizacji.  Wiedziałam, że nie przekonam się tego, dopóki nie sięgnę po książkę.

Powieść zaczyna się w pociągu wiozącym jeńców II wojny światowej skazanych na pracę w sowieckiej kopalni ołowiu gdzieś na dalekiej Syberii. Wśród skazanych jest główny bohater powieści – Klemens Foller. Ten niemiecki żołnierz od początku zdaje sobie sprawę z tego, że czeka go kilka lat morderczej pracy. Kiedy jego przypuszczenia znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości, postanawia uciec do domu. Po pierwszej nieudanej próbie zostaje dotkliwie ukarany przez współwięźniów, wskutek czego trafia do obozowego szpitala. Poznaje tam lekarza, który sam przygotowywał się do ucieczki z łagru. Jego plany pokrzyżował wykryty u siebie rak. Swoją wiedzą dzieli się jednak z Niemcem, który ucieka w końcu którejś nocy. Niemal natychmiast rusza za nim pościg, jednak dzięki cennym radom lekarza udaje mu się zmylić konwój. Od tej pory czeka go długa droga, pełna niebezpieczeństw, a za razem nadziei, że uda mu się osiągnąć upragniony cel.

Na swojej drodze spotyka wielu ludzi. Wielu z nich zasługuje na potępienie, jak choćby komendant łagru niestrudzenie ścigający uciekiniera, czy też tajemniczy robotnicy w tajdze, którzy, chociaż z początku udawali przyjaciół, ale po pewnym czasie pokazali swoje prawdziwe oblicze. Jednak droga Follera to nie tylko złe przygody. Podczas swojej kilkuletniej wędrówki spotkał na swojej drodze  także życzliwe osoby, m.in. eskimoską wioskę, w której uzyskuje opiekę i schronienie, lub zamieszkujący małe miasteczko Żyd, który pomaga swojemu pozornemu wrogowi uzyskać fałszywe papiery, aby mógł przekroczyć czerwoną granicę.

Szczerze powiedziawszy liczyłam na coś więcej. Być może to wina tłumacza, ale bardzo ciężko mi się czytało całą powieść. Być może sprawiła to specyficzna narracja ni to trzecio, ni to pierwszo osobowa. Bardziej opisuje uczucia i myśli głównego bohatera. Dzięki niej możemy zajrzeć we wnętrze Klemensa, wiemy kiedy się boi, a kiedy odczuwa ulgę. Właściwie można napisał, że szczegółowe wniknięcie w psychikę głównego bohatera sprawia, że w tym jednym punkcie książka bierze górę nad filmem.

Czego zabrakło mi w powieści? Przede wszystkim opisów syberyjskiej przyrody. Oglądając film mogłam nacieszyć swoje oczy przepięknymi białymi pustyniami, rześkimi potokami, czy też soczystą zielenią drzew i innych roślin rosnących w tajdze. W książce tego zabrakło. Tak samo juk zabrakło mi opisu kopalni, w której pracowali jeńcy, czy też warunków ich pracy. Za to, jak już to wcześniej napisałam, autor doskonale opisał odczucia, które targały młodym mężczyzną. Brakowało mi też logicznego przejścia pomiędzy niektórymi kwestiami. W pewnych momentach zastanawiałam się też nad treścią czytanego tekstu. Styl, w jakim została napisana książka zdecydowanie nie ułatwiał mi tego zadania.

Spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Zwłaszcza, że film nakręcony na jej podstawie jest jednym z moich ulubionych. Liczyłam, że o pozycji będę mogła to samo powiedzieć. Niestety, przeliczyłam się. Nie wiem komu mogę ją polecić. Jeżeli ktoś lubi literaturę opisującą czyjeś wewnętrzne przeżycia – pozycja jest dla niego idealna. Jeśli jednak tego typu książki Was nie kręcą, to nawet po nią nie sięgajcie.